Wczorajsze i dzisiejsze sny

Wczoraj śniło mi się, że była zima i pojechałam z kolegami Rafała z eltena i jego siostrą do jej domu. Zorientowałam się, że nie wzięłam ze sobą laski, ale już było za późno. Gdy jechałam z nimi w samochodzie, kolega opowiadał o konflikcie z matką. Nawet płakał. Potem wysiedliśmy i byli ci jego koledzy, a ja wtedy zorientowałam się, że nie mam laski i nie będę mogła dobrze poznać terenu wokół domu siostry. Potem słuchałam jakiegoś księdza, który opowiadał o zagrożeniach demonicznych. Co ciekawe, upatrywał ich nawet w noszeniu zwykłych ubrań, czy nawet tym, że pojawiły się w sprzedaży jakieś czekoladki z druidem. Mówił, że to pogańskie i demoniczne zarazem. Czułam się jednocześnie winna, bo lubiłam i szanowałam druidów i byłam zdziwiona, że ksiądz w czymś takim widzi rzecz niebezpieczną. Potem pojechaliśmy na wigilię do rodziców Rafała, ale, co ciekawe, była też tam moja rodzina i jakaś nieznajoma pani, która zaczęła ze mną rozmawiać o hospicjum, że tak naprawdę tego nie powinno być, bo to jest sztuczne przedłużanie życia, podczas, gdy ciało już dawno umarło. Zgodziłam się z nią. Ona była bardziej za akupresurą. Potem oglądałam dom Rafała i stwierdziłam, że jego topografia jest dość prosta. Weszłam do pokoju kolegi, który był na strychu – był tam skośny sufit i on mi go pokazywał. Potem usiadłam na łóżku i rozmawiałam z nim o rodzicach i o matce. Tu również płakał i mówił, że tego nie wytrzyma. Potem poszłam na dół do nich, do kuchni i jadłam jakieś ciasto z galaretką. Wszyscy rozmawiali, tylko nie mama kolegi, która była obecna, ale nie brała udziału w rozmowach ani nie przyjmowała gości, tylko ich tolerowała. Babcia wyjaśniła mi, że ona chyba musi być zła, że jej się wszyscy zwalili i to obcy ludzie i do tego w wigilię. Dodam, że goście sami się obsługiwali. Jeszcze w międzyczasie śniło mi się, że chodziłam do szkoły muzycznej z moim kolegą z klasy specjalnej – autystycznym. Było pokazane, jak on dobrze umie muzykę. Potem znalazłam się w domu i tam byli moja ciocia i wujek. Okazało się, że następnego dnia miałam wstać o 7. rano i iść gdzieś. Bardzo się tym stresowałam. Nadszedł ten dzień i mnie obudzili, ale okazało się, że to była 9. i zdziwiłam się. Okazało się bowiem, że nigdzie nie musiałam iść.
Dzisiaj natomiast śniło mi się, że mama zawiozła mnie i babcię do sanatorium do Ciechocinka. Ucieszyłam się, że tam pojechałam. Pokój i sanatorium były umieszczone w takim miejscu, że, jak otworzyło się okno, to było czuć zapach tężni i to bardzo silnie. Było też pokazane, jak jadłyśmy z babcią obiad w stołówce i nie było problemu z dietą – nie musiałyśmy prosić o dietę bezglutenową i bezwieprzową, mało tego, nie było tak, jak w realu, że jedzenie było tak chude, że trzeba było dojadać – nie było robione w myśl diety lekkostrawnej, ale normalnie. Jak poczułam potem ten zapach tężni przez okno, powiedziałam babci, że możemy się przejść pod tężnie, nawet posiedzieć, że nie będzie musiała tak dużo chodzić. Ona na to, że chyba nie. Powiedziała, że nie może się załatwić i, że nie da rady tu być, że chce do domu. Wzięła sól gorzką na przeczyszczenie i czekała, aż się załatwi. Ja natomiast zorientowałam się, że nie wzięłam nutridrinków ani odżywki białkowej, ale potem doszłam do wniosku, że przecież mogę dojeść na mieście np. bitą śmietaną, lodami, czy innymi rzeczami. Czułam, że ten lek na przeczyszczenie próbuje działać u babci, bo słyszałam i czułam, jak jej burczy w brzuchu. Potem śniło mi się, że byłam w klasie historii muzyki mojej dawnej szkoły muzycznej. Siedziałam z panią i ona podawała mi zagadnienia do egzaminu, a ja je pisałam na maszynie. Byłam zdziwiona, bo uświadomiłam sobie, że przecież zdawałam egzamin i, jak ja się teraz do niego przygotuję, skoro nie mam notatek, bo przecież zdawałam. W tych zagadnieniach było jedno o ramach czasowych średnniowiecza. Pani powiedziała, że mogę zostać w klasie, bo teraz będzie miała lekcje z jakimiś dziećmi i mogę brać udział w zajęciach – chodziło konkretnie o to zagadnienie, dotyczące ram czasowych średniowiecza, bo tam był podany jakiś kompozytor, któremu zaginął cenny kamień – wpadł gdzieś w wodę, a zadaniem uczniów i mnie było go odnaleźć, zrobić notatkę o tym wydarzeniu, bo okazało się, że to ono jest uznawane za początek średniowiecza. Przyszły dzieci i ja wyjęłam torebkę chipsów, które miałam do szkoły, bo to właśnie było potrzebne do odgrywania roli uczniów, którzy mieli szukać kamienia. Chętnie dałam im te chipsy i jakiś chhłopak o imieniu Przemek, zaprowadził mnie w miejsce na jkońcu klasy, gdzie mieli odwzorowywać scenkę związaną z początkiem średniowiecza. Pani tłumaczyła, że zaginięcie kamienia miało miejsce w 1780 r., że musimy go odnaleźć, zrobić notatkę. Uczniowie odgrywali różne role – 1 – kompozytora, drugi – szukającego kamienia, a reszta starała się go znaleźć, również ja. Co ciekawe, we śnie były jednocześnie 2 rzeczywistości – klasa i świat średniowieczny – one się przenikały. Coś mi się zaczęło nie podobać, bo przypomniało mi się, że datą graniczną między starożytnością a średniowieczem, jest r. 476 r. – zdaje się – igrzyska w Atenach i wyraziłam swoją wątpliwość na głos. Pani wyjaśniła, że ten rok rzeczywiście uznawany jest za początek średniowiecza, ale prawdziwym początkiem jest 1780 r. Stwierdziłam, że to przecież tylko 5 lat różnicy. Wykonaliśmy wreszcie to zadanie i chciałam zwrotu chipsów, ale okazało się, że dzieci je chyba zjadły. Gdy moja mama się o tym dowiedziała, powiedziała, że następnym razem da mi kanapkę do szkoły, bo tego nie zgubię. Powiedziałam, że nie wezmę, że wolę chipsy – zrobiłam to bardzo głośno. Potem mama powiedziała mi, że znalazła mi pracę w tej szkole muzycznej w Łodzi, do której chodziłam, że otrzymam tam posadę dyrektora i, że to dobrze płatna praca. Powiedziałam, że absolutnie nie chcę pracy dyrektora w tej szkole, ale ona próbowała mnie dalej przekonywać, żebym tam poszła.

Jeden komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

EltenLink