Film „Joanna”

Nie będę tutaj oczywiście opisywać treści tego filmu, bo to bez sensu, ale podzielę się swoimi wrażeniami z jego obejrzenia.
Po pierwsze – nie było tam audiodeskrybcji. Byłam tym zaskoczona, bo zwykle wszystkie filmy na stronie adaptera miały i napisy, i audiodeskrybcję, ale mogę się też mylić.
Mimo tego utrudnienia udało mi się uchwycić ogólny sens filmu.
Po drugie – jestem pełna podziwu dla bohaterki za jej optymizm w obliczu zbliżsającej się śmierci, swojego bólu, cierpienia, że jeszcze potrafiła autentycznie cieszyć się rodziną. A może właśnie dlatego, że miała umrzeć, to właśnie dlatego jej relacje rodzinne się poprawiły i znalazła motywację do tego, żeby żyć naprawdę?… Bo człowiek właśnie w takich chwilach docenia życie.
Podziwiam ją też za to, jaką była matką, jak umiała rozmawiać ze sewoim synkiem.
Zapadły mi w pamięć 3 takie sytuacje:
1. Jak rozmawiała z synem o tym, że w szkole wieszali się z chłopakami na zlewie i zlew się urwał. Wyjątkowe było mianowicie to, że nie oceniała zachowania swojego dziecka, nie moralizowała, że to nieładnie, a przecież 95% rodziców albo by krzyczała na dziecko, albo właśnie by umoralniała, albo dziecko dostałoby karę za takie zachowanie. Ona zaś spytała się syna, czy ładnie jest to robić, co on wtedy czuł, jak to robi itd. Nazywa się to aktywnym słuchaniem – to wiem ze studiów.
2. Jak jej syn wpadł w złość, to tak samo, – nie złościła się na niego, nie krytykowała, tylko kazała mu wyjść, aż mu tu – cytuję "nie przejdzie zły humor".
To jest jeszcze na tyle zaskakujące, że ona przecież była poważnie chora, a takiej osobie łatwo mogą puścić nerwy i to o byle co.
Na tym filmie dużo też płakałam, widząc jej cierpienie, byłam wzruszona całą postawą rodziny tej kobiety, tym, że się tak kochali.
Poza tym popłakałam się również przy końcu filmu, kiedy ona powiedziała, że nie boi się samej śmierci, ale tego, żeby nie zostawiać rodziny. A ja, gdybym wiedziała, że umrę, to bałabym się może nie tyle śmierci, co cierpienia z nią związanego i tego, o co ona się bała – o rodzinę.
No i wzbudził się również we mnie instynkt macierzyński, ale ja dzieci mieć jeszcze nie mogę i to spowodowało, że zrobiło mi się trochę przykro.
Podsumowując – film daje do myślenia, bo pokazuje, co jest w życiu naprawdę ważne.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *